Badania wody z drugiej ręki. Czego nie pokaże Urząd po czerwcowej awarii filtra?

Czerwcowa awaria, podczas której nasi mieszkańcy mieli dostarczaną wodę w przeróżnych kolorach, odbiła się szerokim echem w gminie. Sprawa ucichła i nikt do niej nie wraca. Gdzie zatem są dokumenty badań z tego okresu i co wtedy płynęło w naszych kranach? Odpowiedź na te pytania udziela świdnicki sanepid w skierowanych do nich pytaniach.

Kwestia informowania z zasady powinna być jasna i przejrzysta. Mówienie półprawd lub opuszczanie niewygodnych wątków sprawia, że wiarygodność instytucji jaką jest samorząd lokalny mocno spada. O czym dowiedzieliśmy się po sprawie jeżeli chodzi o kwestie brudnej wody jaka popłynęła w czerwcu tego roku, kiedy miało dojść rzekomo po awarii jednego z filtrów i czego nasi mieszkańcy nie dowiedzą się z oficjalnego przekazu? Przekonywano nas, że wszystko było w porządku, badania ponoć też wyszły pozytywnie. Dlaczego zatem nie uświadczymy tych badań na stronie Urzędu i jakie jest jego tłumaczenie w tej sprawie?

Co wydarzyło się w czerwcu?

Aby w pełni zrozumieć z czym się mierzymy należy przypomnieć cały kontekst sprawy z tego okresu. 16 maja Urząd Miejski poinformował o zbliżających się pracach na studiach głębinowych, prosząc przy tym o rozsądną gospodarkę wodą. Prace miały potrwać do 27 maja. Sobotni poranek wspomnianego 27 maja okazał się dla naszych mieszkańców bardzo przykry, kiedy odkręcili swoje krany. Popłynęła z nich ciecz nie przypominająca niczego, co nazywamy wodą. Od samego rana do redakcji Wieści Gminnych zgłaszali się mieszkańcy, którzy chcieli się dowiedzieć się co się dzieje z wodą i kiedy będzie można normalnie funkcjonować. Sprawa zaczęła żyć własnym życiem nie tylko w internecie. Mieszkańcy wzięli sprawę w swoje ręce i ruszyli do sklepów po wodę. Milczący Urząd, który widział skalę problemu odezwał się do mieszkańców około północy z soboty na niedzielę publikując enigmatyczną informację, że niedogodności związane z wodą spowodowane są remontem wspomnianej studni. Niedziela nie przyniosła poprawy sytuacji, kolejny dzień również. W poniedziałek od rana mimo mocnego niezadowolenia mieszkańców Urząd milczał w sprawie jak zaklęty. Do momentu wyników badań zalecono, aby nie pić dostarczanej wody przez Zakład Usług Komunalnych. Sprawa mocno skomplikowała się i dopiero przed godziną 16.00 Urząd Miejski rozesłał sms-y, gdzie tym razem zasugerowano, że doszło do awarii jednego z filtrów i przekazano próbki wody do badania. Sugerowano również, aby spuszczać wodę w domach na własną rękę, co miałoby przyspieszyć oczyszczenie sieci. Po blisko tygodniu od wystąpienia sprawy Urząd Miejski podał informację o badaniu wody za pośrednictwem strony Facebook i smsa. W informacji nie opublikowano jednak całości pisma, tylko informacje o zawartości poszczególnych badanych czynników. Przyszłość pokazała również, że jeżeli chodzi o tą sprawę mamy również lukę w publikacji badań wody na Biuletynie Informacji Publicznej.

Co stwierdził sanepid w swoich badaniach?

W lipcu tego roku wystosowałem pytania do świdnickiego sanepidu następujące pytania:
1. Czy w wyniku analizy czerwcowych próbek zostało stwierdzone przekroczenie parametrów mikrobiologicznych? Jeżeli tak, to których i w jakim stopniu?
2. Czy w wyniku analizy czerwcowych próbek zostało stwierdzone przekroczenie parametrów fizykochemicznych? Jeżeli tak, to których i w jakim stopniu?
3. Czy potencjalnie przekroczone normy (mikrobiologiczne i/lub fizykochemiczne) mogły wskazywać na to, że woda nie spełnia właściwości do spożycia jej przez ludzi?
Odpowiedź ze strony sanepidu nadeszła w takiej formie:


Na uwagę zasługuje punkt drugi, gdzie napisano, że „woda w zakresie oznaczonych parametrów fizykochemicznych nie odpowiada wymaganiom sanitarnym ustalonym dla wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi ze względu na przekroczenie dopuszczalnego zakresu wartości dla manganu, żelaza, mętności oraz barwy”. W punkcie trzecim sanepid odpowiada, że mimo frazy z punktu drugiego nie wystąpiło wtedy zagrożenie dla ludzi. Niesmak jednak pozostał i Urząd Miejski wolał nie dzielić się tymi informacjami z mieszkańcami.

Jakie jest tłumaczenie Urzędu Miejskiego w tej sprawie?

Na wrześniowej sesji Rady Miejskiej radny Wojciech Syntyrz zapytał o brak publikacji opisywanych badań i co jest tego przyczyną. Odpowiedź Urzędu Miejskiego, który w rozmowie reprezentował sekretarz gminy Tomasz Strzałkowski jest co najmniej dziwna i nie zrozumiała. Nie odniesiono się tam, według mojej opinii w żaden sposób do sprawy. Z całej wypowiedzi można było zrozumieć tylko, że Urząd jest w dobrych kontaktach z Sanepidem i opublikowano już badania, które są w normie a te wcześniejsze są już nieważne, ponieważ wszystko wróciło do normy. Całość rozmowy można obejrzeć TUTAJ. Intersujący nas watek zaczyna się od 06:25 minuty.

Kwestia jawności dokumentów, które wytwarza i odbiera Urząd Miejski drogą oficjalną jest sprawą podstawową. Nie ma tu mowy o ulgach, wytwarzaniu konkretnej narracji. Jeżeli nie mamy pełnego dostępu do sprawy nie możemy wyrobić sobie zdania i mamy poczucie oszukiwania nas. Badania na stronie Biuletynu Informacji Publicznej nie pojawiły się. Jest luka, o której nikt nie chce mówić. Można zatem zadać otwarte pytanie ile było jeszcze takich badań i czego nie wiemy.

Marcin Burski

Redaktor Wieści Gminnych Jaworzyna Śląska