„Chciał normalnie żyć” refleksja o powojennej działalności Władysława Brodowskiego

Dziś 1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To dobra okazja do ukazania paru epizodów z powojennej działalności Porucznika Władysława Brodowskiego.

Oficjalnie działania wojenne zakończyły się. Władysław Brodowski wyszedł bocznym wyjściem jednego z domów. Na drodze pojawił się nagle sowiecki żołnierz i przywołał go do siebie. Idąc zastanawiał się czy pistolet, który miał w kieszeni jest już przeładowany. Żołnierz zarządzał dokumentów. Pan Władysław udając, że ich szuka wyciągnął nagle papierosy. Poczęstował nimi ucieszonego sowieta i chwile porozmawiał. Po wypaleniu tytoniu oddalił się za jednym ze skrzyżowań zastanawiając się kto nad nim czuwa. Mógł wtedy zginąć na miejscu.

Dziś 1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To stosunkowo nowa, ale jakże ważna data w kalendarzu wydarzeń patriotycznych. Mimo, że w tym roku dzień ten nie jest honorowany tak jak zawsze co ma związek z epidemią covid -19 warto pochylić się nad tymi osobami i uzmysłowić ilu ich było, często niemych, nie wypowiedzianych głośno, a walczących nie mniej bohatersko niż Ci, o których mówi się dziś dumą jako wzorowy przykład postawy patriotycznej.

Kiedy zaczynałem rozmowy ze śp. Panem Porucznikiem Władysławem Brodowskim znałem pobieżnie jego biogram i miałem świadomość jego powojennej działalności. Umówiliśmy się jednak na jego prośbę, że wspomnienia zakończymy na rozwiązaniu 27 Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej. Na końcu wspomnień zasygnalizowałem tylko, że był to początek kolejnej epopei, która doprowadziła mojego bohatera na nasze ziemie zachodnie gdzie pozostał do śmierci.

Pan Władysław mimo, że nie opisałem tego zgodził się opowiedzieć mi o tym okresie zaznaczając, że był on bardzo trudny, nie jednoznaczny i nie lubi do niego wracać. Po rozwiązaniu Dywizji Wołyńskiej miał „wolną rękę” co do dalszego kursu działań. Nikt nie zmuszał nikogo do dalszej aktywności wojsko – patriotycznej. Miał on jednak świadomość po wcześniejszych potyczkach z armią sowiecką, że wszystko to czego jest aktualnie świadkiem nie wróży nic dobrego i nawet dla własnego bezpieczeństwa nie może oficjalnie ujawnić się, ponieważ była by to dla niego prosta droga na zamek w Lublinie gdzie mieściło się więzienie i wykonywano egzekucje. Pomagając trochę szczęściu wszedł do nowej konspiracji pod szyldem organizacji Wolność i Niezawisłość.

Znając uwarunkowania etniczne i język ukraiński miał m.in za zadanie obserwować ruchy UPA w rejonie Lublina. Był również uczestnikiem obrony ludności przed zdemoralizowanymi, rozbrojonymi żołnierzami, którzy nękali bandycko wsie i miasteczka. Opowiadał przy tym jak niektórzy z nich powoływali się na wpływy w Armii Krajowej co było absolutnie nie do przyjęcia i godziło w dobre imię tej organizacji. Był wtedy rozkaz aby oceniając człowieka albo zabierać mu skradzione rzeczy na rzecz WIN-u, albo likwidować. Mówił o tym wszystkim z przejęciem wspominając młodość i zmęczenie wojną. Chciał normalnie zacząć żyć a nikt nie dawał mu co do tego możliwości. Patrząc na szybką ekspansję „nowej władzy” czuł również bezsens walki, która nie miała prawa udać się. Rozumiał ówczesne uwarunkowania i wiedział, że nikt nie rozpęta kolejnej wojny w ich imieniu.

Po jednej z wpadek członków organizacji Pan Władysław zaczął swoją podróż po zrujnowanej Polsce. Opowiadał przy tym o marazmie, strachu ludności i nie pewności jutra. Wszechobecna ruina, strach, wojenne wspomnienia dawały o sobie znać na każdym kroku. Nie było przy tym dużej szansy na stabilizację co jeszcze bardziej dojmowało. Jadąc pociągiem miał pewność, że na dziesięciu mężczyzn, siedmiu jest pod bronią i działa w jakiejś organizacji choć żaden nie przyzna się do tego. Wspominał przy tym jak przypadkiem spotkał jednego z kolegów z czasów okupacji, który wydawał się chory umysłowo. Opowiadał o różnych sprawach, które nie miały ze sobą powiązania. Stres i strach odbił swoje piętno na tym człowieku. Dowiedział się później, że zamordowano go w jednym z więzień. Kiedy przyjechał do powojennej Warszawy, była to jedna długa ulica wśród gruzów. Idąc nią zastanawiał się kiedy dojdzie do miasta nie mając świadomości, że zostało ono doszczętnie zniszczone.

Pan Władysław opowiadał mi wiele historii i anegdot z tego okresu. Przy każdej z nich mówił to, tak jakby odpychał je od siebie. Zawsze mówił o tym okresie jak o czasie strachu i niepewności, który nie miał zamiaru się skończyć.

Takie historie zwykłych ludzi pokazują jak straszny był to czas i jakich wyborów trzeba było dokonywać. Pamiętajmy o tym oddając hołd tym ludziom. Historia nie dla każdego bywa łaskawa. Wiele życiorysów z tego okresu nadal czeka na swoje odkrycie i ukazanie. Wiele jest już nie do odtworzenia co smuci. Mimo wszystko ważna jest pamięć i poszanowanie, ponieważ to podwaliny życiorysów tych ludzi stanowią o nas dziś, mimo że wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy na co dzień.

Marcin Burski

Redaktor Wieści Gminnych Jaworzyna Śląska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *